Wylot. Afryka.

Hej.

Z coraz to bardziej rosnącego strachu a zarazem wielkiej ekscytacji podróżą do Afryki zostało nam już tylko wspomnienie. 22 dni minęły jak za mrugnięciem oka.. Chciałabym choć część tych wspomnień opisać na blogu, podzielić się swoimi wrażeniami i może zarazić kogoś miłością do tego pięknego kraju, jakim jest RPA.

Myślę, że naszą przygodę z Afryką zacznę od podróży samolotem. I chociaż pewnie 13 godzin w samolocie niektórych przeraża, to muszę Was uspokoić. Lot przeleciał bardzo szybko, samolot był wyposażony w telewizorki oraz słuchawki, każdy mógł grać, słuchać muzyki, oglądać filmy, co tylko chciał.. Każdy dostał także poduszkę i koc bo wiadomo, w tak długiej podróży nietrudno zapaść w jakąś drzemkę 🙂 I oczywiście zapewnione było jedzenie i picie za darmo (chociaż dla mnie English breakfast jest najgorszym wspomnieniem tej podróży.. nie przepadam za tym a byłam na to skazana – lecieliśmy liniami British Airways)

Ale od początku.

Wylatywaliśmy z Amsterdamu Schiphol o godzinie 19:45, ale z domu wyruszyliśmy już o 14 pociągiem. 1.5h drogi i byliśmy na lotnisku (stwierdziliśmy, że pozostawienie samochodu na tak długi okres na lotniskowym parkingu po prostu się nie opłaca). Przeszliśmy kontrole paszportowe – chociaż nie było łatwo.. 🙂 Trzeba wsadzić paszport do takiego urządzenia które skanuje nasze zdjęcie i jednocześnie robi nam zdjęcie, żeby sprawdzić czy to na pewno my 🙂 Niestety komputerek cały czas wyrzucał mi paszport.. Ja już w panice, ale na szczęście pomógł mi Łukasz (po prostu za lekko odginałam kartkę paszportu:) )

 Na lotnisku zafoliowaliśmy sobie też plecaki (wybraliśmy opcję za 16Euro od plecaka) – polecam to zrobić dla własnego spokoju i bezpieczeństwa.. wiadomo różnie bywa!

Wymieniliśmy też pieniądze, żeby mieć jakieś randy przy sobie (100 Randów to około 6 Euro). To również warto zrobić wcześniej,  w niektórych miejscach Afryki może być tak, że nie będzie można zapłacić kartą więc dobrze mieć jakąś gotówkę ze sobą.

Później już tylko czekaliśmy na samolot. Najpierw lecieliśmy około 1,5 godziny do Londynu zwykłym, małym samolotem bez darmowego jedzenia i picia (mieliśmy przesiadkę w London Heathrow). Tam musieliśmy bardzo szybko lecieć na następny terminal, mieliśmy tylko godzinę czasu a to lotnisko jest tak ogromne, że pewną część trasy do następnego samolotu pokonywaliśmy pociągiem 🙂 I poźniej już dużym, piętrowym samolotem udaliśmy się w podróż do Afryki 🙂

Na miejscu byliśmy koło 11:00, ale szczerze mówiąc nie wiem którego czasu.. Jak u nas jest godzina 20:00 to w Londynie jest godzina 19:00, a w RPA 21:00. Dlatego trudno nam się było ogólnie ogarnąć z tym, która jest godzina 🙂

Tam oczywiście też musieliśmy przejść kontrolę paszportową i tutaj znów się pojawił kolejny problem. Najpierw laser robił nam  ‘prześwietlenie’ czy nie mamy jakieś choroby. A potem.. musieliśmy oddać swoje odciski palców. A mi się zachciało bardzo długich paznokci na wakacje i za nic nie mogłam odbić swoich palców.. z pomocą znów przyszedł Łukasz, który pomógł mi je przyciskać do skanera 😉

Później odebraliśmy plecaki, kupiliśmy ichniejszą kartę sim, żeby mieć dostęp do internetu i wyszliśmy szukać Pana, który miał nas zaprowadzić do wypożyczalni aut. Jak on marudził, że tak długo na nas musiał czekać.. masakra. Nie nasza wina, że wszędzie były kolejki.

A za autem to czekaliśmy chyba z godzinę. Ale w końcu się udało. Dostaliśmy Reno Clio 🙂 Pani pytała, czy chcemy GPSa, powiedzieliśmy jej, że nie a i tak dostaliśmy autko z GPSem 🙂

Chwila przystosowania się do tego, że kierownica jest z drugiej strony (tak, tam jest ruch lewostronny) i mogliśmy ruszać podbijać Afrykę 🙂

Dla mnie sama podróż samolotem była już wielką przygodą. Ale to był dopiero początek 🙂 Jak wyszłam na chwilę na dwór w Johannesburgu to już wiedziałam, że kocham to miejsce i że będą to naprawdę udane wakacje 🙂

A co działo się dalej dowiecie się już w następnych wpisach 🙂

A na zakończenie oczywiście zdjęcia i filmik 🙂

 

 





Pozdrawiam!

Dodaj komentarz