Drakensberg, Afryka.

Hej

Często podkreślam, że uwielbiam ocean, ale z wielką przyjemnością wybieram się również w góry. I choć samo wdrapywanie się na szczyt jest dla mnie strasznie męczące, to czekające tam widoki szybko wszystko rekompensują.

Dlatego bardzo cieszyłam się, że naszym kolejnym miejscem wycieczki były właśnie góry. A dokładniej miasteczko Bergville, oddalone o jakieś 50 km od Drakensberg.

Najpierw może krótko o Bergville. Spaliśmy w Sandford Park Lodge, na jakieś farmie oddalonej od cywilizacji. Było tam bardzo przyjemnie i sympatycznie, można było się przechadzać wokół w ciszy, spokoju nasłuchując różnych dźwięków przyrody. Bardzo nam się tam podobało, do tego mieliśmy pokój z widokiem na góry więc już w ogóle bajka!

Samo miasteczko budziło niepewność i pierwszy raz poczułam lekki strach. W centrum było pełno ludzi, wszyscy po nas zaglądali, a jedna babka to aż weszła za nami do KFC (dają tam mega duże porcje, prawie połowy nie daliśmy rady zjeść)  i kręcąc się blisko patrzyła co chwilę po mojej saszetce na pieniążki. Chcieliśmy wejść jeszcze do sklepu, ale spakowaliśmy tylko jedzenie i ruszyliśmy szybko z powrotem do domu. I to było jedyne nasze wyjście w sumie na centrum.

 

 

Bardzo ładny pub tam jest. Na ścianach pełno podpisów. My oczywiście też zostawiliśmy po sobie ślad.

 

 

Za to naszym głównym celem było wybranie się do Drakensberg. Łukasz od razu powiedział, że wybierzemy się na Canopy Tour ( https://www.canopytour.co.za/locations/drakensberg/ ), czyli jazdę kolejką tyrolską. Mega fajna sprawa. Chociaż oczy ze strachu prawie mi z orbit wychodziły to bawiłam się świetnie. I były krótkie przejazdy i długie, wolne i szybkie, naprawdę ekstra zabawa! A krajobrazów pięknych było tyle, że nie wiedziałam gdzie mam patrzeć. Oczywiści wszystko bezpiecznie i pod nadzorem. Później dostaliśmy wszyscy jedzenie i picie oraz zaprezentowali nam filmik, który nakręcono podczas naszych zjazdów (oczywiście kupiliśmy sobie go, fajna pamiątka).

 

 

I chociaż zbliżał się już zachód słońca to wybraliśmy się jeszcze na krótką, pieszą wędrówkę. Droga była bardzo fajna i niezbyt skomplikowana, jedynie koło wodospadów było trochę ślisko na skałach co raczej byłoby trudne do przejścia dla starszych osób i dzieciaków, nawet dla mnie samej, ale jakoś dałam radę 🙂  I w sumie szybko znaleźliśmy się na górze, ale równie szybko stamtąd schodziliśmy bo bardzo głośno szczekały tam małpy. Ale warto było wejść tam chociaż na chwilę 🙂

 

 

 

To by było na tyle z naszego pobytu w górach. Zostały kolejne piękne wspomnienia i jeszcze większa chęć żeby tam wrócić 🙂

 

A na koniec może kilka ciekawostek z Afryki, które przypomniały mi się w między czasie.

 

-Bardzo nam się podobało to, że wszystkie dzieci chodzą tam w mundurkach do szkoły. Nikt się nie wyróżnia, a i stroje są bardzo fajne 🙂

– Często w sklepach było tak, że do lodówek z alkoholem można było po prostu.. wejść! Tak, to nie żart i w sumie bardzo pomysłowe 🙂

-Widzieliśmy też jak kobieta w kałuży (po prostu znalezionym małym kawałku wody) prała ręcznie ubrania. Aż się serce łamie..

-Drogi, którymi jeździliśmy, często były długie i proste, bez żadnych jakichkolwiek zakrętów.

 

 

-Nie wiem czy już wspominałam, ale pola w RPA są okrągłe, przez co ich nawadnianie dla nich jest prostsze. Na środku do pompy wodnej przyczepiony jest bardzo długi zraszacz i kręci się dookoła przez co wszystko jest podlane 🙂

 

 

A na koniec oczywiście film.

 

 

Pozdrawiamy !



 

 

 

 

 

Dodaj komentarz