Chintsa, East London, RPA, Afryka.

Hej

Kolejne piękne wspomnienia i kolejne piękne miejsce – Chintsa. I chociaż pogoda była zmienna – raz padało, raz było upalnie – to i tak fajnie było się tam zatrzymać i odpocząć.

Jechaliśmy tam aż 7 godzin i w sumie pierwszy raz zwróciłam uwagę, że niektórzy ludzie łapiący stopa pokazują, że mają pieniążki żeby zapłacić za podwózkę. I nie wiem czy wspominałam już o tym wcześniej, ale większość aut w RPA jest w kolorze białym – pewnie po to, żeby nie rzucać się za bardzo w oczy.

 

Pokój szału nie robił – jak na to, że miał 4 gwiazdki to w sumie mogę powiedzieć, że podobał mi się jak do tej pory najmniej. Troszkę nieprzyjemnie pachniało, a do łazienki wchodziło się przez szafę (!). Ale przecież w wakacjach nie chodzi o to (przynajmniej dla nas),  żeby pokój był jak z bajki, bo jest on tylko miejscem w którym mamy zamiar spać i umyć się. Jak zwykle, o czym też nie wiem czy wspomniałam kiedykolwiek, na łóżku w pokoju leżała książeczka z informacją o całym ośrodku plus o tym co można robić w okolicy, w szafce znaleźliśmy biblię, do ogrzania mieliśmy farelkę, a na romantyczne wieczory lampkę naftową:) A samo otoczenie ośrodka było bardzo ładne i do tego znajdowała się tam prywatna plaża.  I co mogę od razu polecić – w jeden dzień w porze kolacyjnej jest wystawiony stół rybny.. ahh mniammm.. palce lizać. Naprawdę przepyszny!  I pierwszy też raz natrafiliśmy na coca-colę o pojemności 440ml!

 

http://www.crawfordsbeachlodge.co.za

 

A co tam robiliśmy podczas pobytu? Ponieważ pogoda początkowo średnio nam dopisywała, wybraliśmy się do pobliskiego East London, a dokładniej do galerii handlowej na zakupy. I znowu coś nowego dla nas – pierwszy płatny parking. Ale galeria rzeczywiście jest spora i do tego mają tam pyszne lody. W sklepach pełno ozdób bożonarodzeniowych i co najbardziej nas zainteresowało – mają sale z automatami do gier. I to naprawdę dosyć dużą. Takie coś to kojarzyło mi się dosłownie z dzieciństwem i serio bardzo fajne było tam się przejść. I spotkaliśmy tam kolejnego albinosa..

A w samej Chintsa to głównie odpoczywaliśmy, podziwialiśmy widoki wsłuchując się w szum fal oceanu. Dookoła biegało dużo małp, wszędzie prosili żeby zamykać drzwi i okna w pokojach gdy nas tam nie ma, bo mapki wchodzą do środka. I rzeczywiście do nas też jedna chciała wejść, ale akurat byliśmy w środku więc uciekła. Ale do jednych ludzi wbiegła i ukradła cukier i śmietankę do kawy. 🙂

W końcu też wyszło i słoneczko dlatego udało nam się trochę poopalać i nawet byliśmy zamoczyć się w oceanie. Niestety na terenie ośrodka nie było sklepu, także na zakupy wybraliśmy się też “na miasto” gdzie mijaliśmy fajne drzewo, które wyglądem przypominało mi drzewo z gry HUGO 😀

 

 

A co najważniejsze – w końcu udało nam się wstać na wschód słońca o 4:30. Ciężko było, ale za to warto 😉 Wschód słońca nad oceanem – coś pięknego.

 

I to na tyle. Kolejne miejsce w którym się relaksowaliśmy, zachwycaliśmy pięknymi widokami, cudownymi zapachami i fascynującymi dźwiękami przyrody. Ale czas było na kolejne przygody i trzeba było jechać dalej.

Pozdrawiamy !

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz