Port Elizabeth, Afryka.

Witam.

O kolejnym miejscu czytaliśmy, że na każdym kroku zaczepiają i proszą Cię o pieniądze, jest tam trochę niebezpieczne i lepiej nie ruszać się po mieście samemu. Dlatego Port Elizabeth wzbudzał we mnie trochę niepokój. A jak było naprawdę?

Dużo w tym było racji. Zaraz po przyjeździe pod hotel już nagabywał nas koleś, pokazując nam miejsce do zaparkowania. A gdy stanęliśmy gdzieś indziej to potem wybiegł za nami na skrzyżowanie i dobijał nam się do okna. Później jak szliśmy w stronę auta to jakiś kulawy facet też podążał w naszym kierunku, a jak przyśpieszyliśmy kroku to (!) zaczął za nami biec.. Nawet jak weszliśmy sobie do MC Donalda to jak staliśmy w kolejce to podszedł do nas jakiś facet i prosił o pieniądze.. Więc szczerze miałam trochę już dość tego miejsca..

A co ogólnie tam robiliśmy ? Jedyne z rozrywek to wybraliśmy się na spacer wzdłuż oceanu, ale kamerki w ogóle nie wyciągaliśmy bo jak tylko zatrzymywaliśmy się, żeby chwile gdzieś popatrzeć, zrobić sobie zdjęcie to już ktoś szedł w naszym kierunku. Masakra.. Posiedzieliśmy też trochę na plaży i popatrzeliśmy na surferów. A po powrocie do hotelu już się nigdzie nie ruszaliśmy. Pokój mieliśmy na 2 piętrze więc mogliśmy czuć się bezpiecznie. Siedzieliśmy sobie po prostu na balkonie i podziwialiśmy widoki. Mieliśmy akurat naprzeciw ocean, samoloty latały nam tuż nad głowami więc mieliśmy piękne widoki i po prostu odpoczywaliśmy.

Zauważyliśmy za to, że często jeździły tam basbusy. To takie ‘autobusiki’ które wszędzie jeżdżą. W drzwiach albo oknie stoi koleś i nawołuje ludzi i jak ktoś chce to mu się po prostu zatrzymują i zabierają dokąd tam chce. Im więcej ludzi nałapią tym większa kasa – wiadomo 🙂

Byliśmy tylko na jedną noc. Następnego dnia ustawiliśmy sobie budzik na 4 rano, żeby nagrać timelapse ze wschodu słońca.

 

 

A później już tylko zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej.

 

Na zakończenie oczywiście kilka zdjęć i filmik.

 

 

 

 

Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz